Oglądając ostatnio zarówno Żywe Trupy (The Walking Dead) jak i Grę o Tron (Game of Thrones) zwróciłem uwagę na sprawę przełożenia źródła na serial. Pierwszy tytuł jest adaptacją uwielbianego na świecie, również przeze mnie, komiksu. Drugi natomiast to ekranizacja wspaniałej serii fantasy pod zbiorczym tytułem Pieśni Lodu i Ognia. W tym miejscu zadałem sobie pytanie, czy wolę luźne oparcie na materiale źródłowym czy przełożenie go w 1:1. O tym dzisiejszy wpis, zapraszam do rozwinięcia.
Na początek ważne pojęcia. Zawsze miałem problem z ich zrozumieniem, więc tym razem je wygooglowałem. Poniżej definicje z Wikipedii (wiem, wiem Panie Profesorze, nie możemy cytować Wikipedii w publikowanych materiałach… ale to mój blog, więc…):
 
Adaptacja – obróbka materiału, najczęściej literackiego, choć także przedstawienia teatralnego lub słuchowiska radiowego przeznaczonego do sfilmowania. W praktyce jednak adaptacja filmowa często wykracza poza tę definicję poszerzając lub nawet zmieniając kontekst dzieła
 
Ekranizacja – filmowa forma pierwowzoru literackiego, gry lub komiksu. Założeniem ekranizacji jest przedstawienie utworu w formie filmu fabularnego. W przeciwieństwie do ekranizacji, która przenosi na ekran utwór w sposób możliwie wierny oryginałowi, adaptacja określa twórczy przekaz idei, wizji czy tematu danego dzieła.
 
 
The Walking Dead (jakoś wolę używać oryginalnego tytułu) jest idealnym przykładem adaptacji. Wykorzystuje wątki znane z komiksu przedstawiając je w swój własny sposób. W tym przypadku można kłócić się o to, czy jest to dobry pomysł. Sam za bardzo nie wiem skąd taka decyzja, w komiksie nie brakowało ani dramatyzmu ani ciekawych postaci. Czytając wywiady z Robertem Kirkmanem, twórcą komiksu, który pracuje również przy serialu jako producent wykonawczy (zatwierdza ważniejsze decyzje odnośnie fabuły) skłaniam się do stwierdzenia, że rozchodzi się tutaj o bohaterów. Kto czytał komiks w zasadzie wie, że nie należy bać się praktycznie tylko o Ricka. Pozostałych w każdym momencie może spotkać coś okropnego, czyli nie można się do nich przywiązywać. Serial natomiast rządzi się swoimi prawami. Grają w nim aktorzy, a widzowie się z nimi identyfikują. Przez co urządzanie rzeźni co drugi odcinek nie wchodzi tutaj w grę. Tak to widzę, może był inny powód, nie wiem. Jeśli serial będzie trzymał poziom całego sezonu trzeciego (dobra, nie licząc finału) to nigdy nie będę miał pretensji, że twórcy poszli swoją drogą.
Przykład zupełnie odwrotny to zdecydowanie wspomniana również na wstępie Gra o Tron. Twórcy serialu postanowili mocno trzymać się książek sygnowanych nazwiskiem George R.R. Martin i po premierze trzeciej serii wydaje się, że to spory błąd. Przebrnąłem przez wszystkie wydane do tej pory książki, więc mogę trochę pomarudzić na serial. Świat Westeros w trzecim tomie rozrósł się do bardzo dużych rozmiarów (jakby w dwóch poprzednich był mały). Postaci pojawia się mnóstwo, pada wiele nazwisk rodowych, wspomnień dawnych czasów. Nie ma szans, żeby osoba siedząca przed telewizorem raz na tydzień mogła się w tym połapać. Ratując sytuację w trakcie drugiego sezonu wycięto kilka postaci, a ich obowiązkami obdarzono te, które w serialu już były (np. Shae). Oglądając premierowy odcinek trzeciej serii nie bardzo wiem o czym będą kolejne odcinki. Pojawia się kilka ważnych postaci, każda otrzymuje scenę trwająca parę minut i to w zasadzie tyle. Nic się nie wydarzyło, pogadali sobie i już minęła godzina. A najlepsze jest to, że w odcinku nie znalazło się miejsce na tak ważne wątki jak Brienne i Jamie Lannister, Bran, Arya. W dzisiejszym odcinku pewnie skupimy się na nich, co zabierze kolejną godzinę i tak zaliczymy 20% trzeciego sezonu flagowego serialu HBO. W tym przypadku chyba wolałbym sporo swobodniejszą adaptację.
Idealnym przykładem na dobrą adaptację książki jest drugie dziecko HBO, czyli Czysta Krew (True Blood). Serial oparto na książkach Charleine Harris nazwanych cyklem o Sookie Stackhouse. Książki z Sookie (śmiesznie brzmi wymowa tego imienia przez niektórych bohaterów – suuukiee) charakteryzują się pierwszoosobową narracją samej bohaterki i pokazują wydarzenia jej oczami. W serialu dodano nowych bohaterów, rozwinięto wspomniane w książkach wątki, nadano im większego znaczenia. Dzięki temu serial trzyma się ogólnych ram poszczególnych tomów, ale oprócz tego znacznie je rozwija i rozbudowuje.
Przykłady można by mnożyć przy filmach. Te z reguły prezentują historię opartą na, a nie dokładną ekranizację źródła. Czy to dobrze trzeba ocenić we własnym zakresie. Mnie na przykład irytuje pomysł na film Uncharted na podstawie gry, który wspólny będzie miał jedynie tytuł. Ale znów takie Argo oparte na prawdziwych wydarzeniach bez ubarwienia historii byłoby zwyczajnie nudne i na pewno nie dostałoby Oscarów. Dam hollywoodzkim myślicielom wolną rękę, ale za niszczenie historii dla mnie ważnych należą im się bęcki.
  • FABUŁA - /10
    0/10
  • RYSUNKI - /10
    0/10
  • PRZYSTĘPNOŚĆ - /10
    0/10

Warning: Illegal string offset 'Book' in /home/geeklife/domains/geeklife.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-review-pro/includes/functions.php on line 2358

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.