W tym roku miałem zachwycać się tylko Avengers: Czas Ultrona. Film był dobry, ale nie spełnił do końca moich oczekiwań (recenzja tutaj). Co ciekawe chwilę później pojawił się Mad Max: Na Drodze Gniewu, który sprawił, że po 30 minutach seansu zapomniałem o widowisku Marvela. Tak, Mad Max jest tak dobry, że spokojnie może walczyć o miano filmu roku. Szczegóły w recenzji.

 
Po otwierającym film monologu reżyser, swoją drogą ten sam pan, który stał za kamerą pierwszych dwóch odsłon Mad Maxa – George Miller od razu rzuca nas w wir niesamowitej akcji. Wieczny Joe (Hughe Keays – Byrne – gość, który 36 lat temu grał Obrzynacza w pierwszym Mad Maxie!) posiada wielkie zasoby wody pitnej, a w świecie po nuklearnej zagładzie jest to jeden z dwóch najbardziej pożądanych surowców. Drugim jest paliwo do napędzanie co raz to bardziej wymyślnych pojazdów. Immortan Joe rozdaje karty, posiada wielu popleczników uważających go za kogoś na wzór zbawiciela. Przeciw niemu staje Furiosa (Charlize Theron), gdy podczas rutynowej wyprawy po paliwo i amunicję porywa jego więzione i wykorzystywane jako materiał rozrodczy”żony”. W pościg rusza cała armia dziwolągów, a do maski jednego z samochodów przywiązanych jest Max pełniący rolę trofeum i dostawcy krwi jednego z popleczników. Nie trudno się domyśleć, że Max i Furiosa wpadają na siebie i razem uciekają przed szalonym pościgiem.

Zaskakująco Max wielokrotnie spada na drugi plan, a prym wiedzie Furiosa. Charlize Theron wypada tutaj fenomenalnie. Jest niesmowicie skupiona, twarda i groźna. Mechaniczna ręka dodaje od siebie parę groszy i koniec końców Max jawi się przy niej jako człowiek zabłąkany w porypanym świecie.
Sam Max jest wielkim mrukiem. Przez pierwszą godzinę filmu wypowiada może ze 3 pełne zdania. Później język trochę mu się rozwiązuje, ale dalej jest to raptem kilka wypowiedzi. Z mojej perspektywy dodaje to klimatu tej historii.
Jednym z pobocznych bohaterów jest Nux (Nicholas Hoult – bestia z serii X-Men) i ten również ma spory wkład w ogólny obraz filmu. Jest po prostu świetny!

Gra aktorska i bohaterowie i tak bledną przy tej niesamowitej, trwającej prawie całe dwie godziny, akcji. Film lekko zwalnia może ze dwa, trzy razy i to raptem na kilka chwil, by później zaatakować ze zdwojoną siłą. Krwi, biorąc pod uwagę ilość wybuchów, strzałów z broni, kuszy czy rzucanych granatów, jest bardzo mało. Widać tutaj dostosowanie się do niższej kategorii wiekowej. Na szczęście  nie psuje to ogólnych wrażeń z filmu.

Największe wrażenie zrobiły na mnie przemierzające pustynię pojazdy. Osoby stojące za designem samochodów powinny dostać Oscara w jednej z technicznych kategorii. Koparka z kolcami – jest, ciężarówka z gigantycznymi kolumnami i gościem z ognistą gitarą – jest, wyrzutnie oszczepów – są. Do tego zmodyfikowane łaziki, wielopiętrowe składaki ( np. mercedes na lincolnie), czy wielka nafaszerowana bronią laweta. Nie da się tego opisać, po prostu trzeba zobaczyć. OBŁĘD!!!

Mad Max: Na Drodze Gniewu to niesamowite widowisko i genialnym wręcz klimatem. W czerwcu wiem już, że do końca roku nie pojawi się film, który jakością zbliży się do dzieła Millera. Nic tutaj nie zawodzi – ani historia, ani bohaterowie, ani aktorzy, ani akcja. Najwyższy możliwy poziom. ZAKOCHAŁEM SIĘ W TYM FILMIE!!!
  • FABUŁA - /10
    0/10
  • RYSUNKI - /10
    0/10
  • PRZYSTĘPNOŚĆ - /10
    0/10

Warning: Illegal string offset 'Book' in /home/geeklife/domains/geeklife.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-review-pro/includes/functions.php on line 2358

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Napisz swoje imię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.