Na każdy kolejny sezon Fargo czekam z wielkim utęsknieniem. Serial o wyjątkowym klimacie i fajnym podejściem do kolejnych serii, ponieważ każdy sezon opowiada inną, zamkniętą historię. W tym roku, dzięki ShowMaxowi kolejne odcinki mogliśmy oglądać dzień po Amerykanach. O to moja recenzja trzeciego sezonu Fargo.
Pierwsza seria rozgrywała się w roku 2006, a głównymi bohaterami byli, grany przez Martina Freemana, Lester Nygaard oraz portretowana przez Allison Tolman, Molly Solverson. W drugim sezonie fabuła skupiła się na ojcu Molly, Lou Solversonie (Patrick Wilson) i rozgrywała się w roku 1975. Oba sezony charakteryzowały się świetnie rozpisaną historią i przede wszystkim kapitalnymi bohaterami na pierwszym, drugim i trzecim planie. Jak do poprzednich niesamowitych serii ma się sezon trzeci?
Akcja przeskakuje znów do czasów współczesnych, a dokładniej do końcówki roku 2010. Historia kręci się wokół dwójki braci, granych przez Ewana McGregora. Emmit Stussy to człowiek sukcesu zwany Królem Parkingów Minnesoty, ponieważ wykupił, zmodernizował i wybudował znaczą część płatnych parkingów w całym stanie. Jego brat, Ray Stussy to z kolei kurator sądowy, który nie stroni od bliskich kontaktów ze swoimi podopiecznymi. Ray obwinia brata za to, że w dzieciństwie podstępem odebrał mu wartościowe znaczki, których sprzedaż przyniosła mu kupę forsy i pozwoliła rozpocząć działalność.
Ray za namową swojej dziewczyny i podopiecznej, Nikki Swango, postanawia ukraść ostatni znaczek i tym samym dać nauczkę Emmitowi. Wynajmuje będącego na zwolnieniu warunkowym zbira i wysyła go do domu Emmita. Ten myli adres i rezultacie ginie inny Stussy, starszy pan nie mający wiele wspólnego ze skonfliktowanymi braćmi, ale ojczym odchodzącej z końcem roku pani szeryf miejscowej policji. To poplątanie z pomieszaniem to zaledwie krótkie streszczenie pierwszego odcinka. Szybko klaruje się, że głównymi bohaterami tej serii będzie wspomniana trójka, której przyjdzie im się zmierzyć nie tylko ze sobą, ale też ze znakiem rozpoznawczym serii – mafią.
Czarnym charakterem trzeciego sezonu jest niejaki V.M. Varga (David Thewlis). Varga pożyczył kiedyś Emmitowi i jego wspólnikowi milion dolarów na rozwój firmy. Gdy panowie chcieli oddać należność wraz z odsetkami, Varga wytłumaczył im, że tak to nie działa, a pożyczka była w zasadzie inwestycją i początkiem niezbyt legalnej współpracy. Postać Vargi odgrywa w tym sezonie kolosalną rolę dlatego twórcy dbali, by był to człowiek zupełnie inny niż Malvo z pierwszej serii. Niestety antagonista przez większość czasu przynudza, a nieliczne interesujące monologi ustępują miejsca obrazowaniu jego dziwnych, nierzadko odrażających nawyków. Varga nie przekonał mnie, ale nadrobili to jego ludzie. Ubrany w obciachowe dresy i opowiadający sowieckie anegdotki Rosjanin Yuri Gurka i niewyciągający z uszu słuchawek Azjata, Meemo to duet jakich dotąd nie było. Pomysł na miarę „małego i głuchego” z sezonu pierwszego. A propos, wypatrujcie w tym sezonie jednego ze wspomnianych panów…
Wszystko wygląda pięknie, ale niestety trzeci sezon Fargo często przynudza. Pierwsza połowa sezonu to bardzo częste ziewanie i bezproduktywne, ślamazarne rozwijanie fabuły. Konflikt Emmita z Rayem, śledztwo szeryf Glorii i intryga V.M. Vargi zupełnie nie zaskakują i są zdecydowanie słabsze niż wydarzenia z pierwszych dwóch serii. Szczytem lenistwa scenarzystów jest odcinek trzeci, w którym po godzinie okazuje się, że jego wydarzenia nie mają nic wspólnego z głównym wątkiem.
Dopiero druga część sezonu nadrabia zaległości i dostarcza solidną dawkę emocji. Zaczynają się wielkie zwroty akcji, intryga nabiera tempa, a bohaterowie podejmują zaskakujące decyzje. Od 6. odcinka dzieje się bardzo dużo, a twórcy raz po raz dorzucają kolejne kamyczki do ogródków poszczególnych bohaterów. Finał tradycyjnie robi solidną robotę i rozwiązuje praktycznie wszystkie wątki. Może zbytnio nie zaskakuje i wszystko kończy się tak, jak skończyć się miało, ale trudno mówić o rozczarowaniu i zawodzie. Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze.
Największą gwiazdą trzeciej serii miał być Ewan McGregor i jego podwójna rola. Wielkie nazwisko okazało się zmyłką i zasłoną dymną, bo na niekwestionowaną gwiazdę trzeciej serii bardzo szybko wyrasta Nikki Swango, dziewczyna Raya. Jej plany, jej pomysły i jej działania to najfajniejsze, co mogło spotkać ten sezon. Nikki rozgrywa swoją własną grę i mimo, że brakuje jej doświadczenia, potrafi zmierzyć się nawet z najgroźniejszymi ludźmi. Kapitalna postać!
Taki jest trzeci sezon Fargo. Przynudza na początku i niespiesznie rozwija akcję w dość przewidywalnym kierunku. Wszystkie bolączki wynagradza druga część sezonu, która zaczyna bawić się konwencją i nieprzerwanie zaskakiwać widza. Niestety w ogólnym rozrachunku mój entuzjazm został ostudzony na tyle, że nie wyczekuję kolejnego sezonu z wypiekami na twarzy, jak było dotychczas. Chętnie wrócę do posępnej Minnesoty, ale przydałby się jakiś dodatkowy roczek przerwy.
-
FABUŁA - /10
0/10
-
RYSUNKI - /10
0/10
-
PRZYSTĘPNOŚĆ - /10
0/10
Warning: Illegal string offset 'Book' in /home/geeklife/domains/geeklife.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-review-pro/includes/functions.php on line 2358