Netflix stracił prawa do superbohaterów Marvela, wdał się w niewinny romansik z uniwersum DC (Titans), ale ostatecznie zdecydowano postawić na coś swojego. Wybór padł na serię Gerarda Waya, którą stworzył dziesięć lat temu dla Dark Horse Comics. 15 lutego na Netfliksie zadebiutowała pierwsza seria produkcji pod tym samym tytułem. Recenzja serialu The Umbrella Academy.
W październiku 1989 roku dokładnie w tym samym momencie, w losowych częściach świata 43 kobiety urodziły dzieci. Żadna z nich nie była w ciąży i nie przedstawiała żadnych symptomów. Tropem niezwykłych dzieciaków podążał sir Reginald Hargreeves, naukowiec i wynalazca. Hargreeves odnalazł i różnymi sposobami adoptował siedmioro z nich. Dlaczego? Jak sam twierdzi, dzieciaki w przyszłości uratują świat…
Serial Umbrella Academy
1. The Umbrella Academy Sezon 1
2. The Umbrella Academy Sezon 2
3. The Umbrella Academy Sezon 3
4. The Umbrella Academy Sezon 4 (2023)
Po tym wstępie akcja przeskakuje o 30 lat do przodu do roku 2019. Na pierwszy rzut oka świat wygląda jak ten, który znamy i codziennie widzimy za oknem. Szybko jednak w oczy rzucają się pewne, mniejsze lub większe, różnice. Podróż na Księżyc nie jest niczym szczególnym, lokaj w postaci bardzo inteligentnego, mówiącego szympansa nie dziwi, a zbudowany lata temu android to spełnienie marzeń dążących do idealnego odwzorowania człowieka naukowców. Z taką futurystyczną codziennością kłóci się wygląd miasta, witryn sklepowych czy wystrój mieszkań, które przywodzą na myśl lata 90. ubiegłego wieku. Nikt nie posiada telefonów komórkowych ani komputerów, a informacji zamiast w Internecie szuka się w miejskiej bibliotece. Jest to pewna wariacja na temat steampunku, który jest na swój sposób urzekający i idealnie pasuje do klimatu produkcji. Szybko zatraciłem się w tym świecie, ponieważ został idealnie skrojony pod scenariusz.
Wracajmy jednak do tematu. Będąc nastolatkami cudowna szóstka Hargreevsa uznawana była za superbohaterów. Szkolili swoje wyjątkowe zdolności, walczyli ze zbrodnią i stali się ikonami popkultury. Z czasem jednak zaczęli się od siebie oddalać, kłócić się z surowym ojcem, a dodatkowo musieli ciągle panować na swoimi zdolnościami. Gdy przeskakujemy o 30 lat od momentu adopcji dowiadujemy się, że losy każdego z siódemki potoczyły się inaczej. Numer Jednen, Luther obdarzony wyjątkową siłą był liderem drużyny i najbardziej zaufanym pomocnikiem sir Reginalda. Po pewnym incydencie został wysłany przez ojca na Księżyc, gdzie spędził ostatnie cztery lata. Numer Dwa, Diego to znów ambitny facet, który do perfekcji opanował używanie noży i do tej pory uważa, że to on powinien dowodzić. Numer Trzy, Allison aktualnie robiąca karierę w showbiznesie potrafi przekonać każdego do swojej woli. Numer Cztery, Klaus może kontaktować się z duchami zmarłych, ale od lat jest narkomanem, by stłumić swój umysł i nie widzieć ciągle gadających duchów. Numer Pięć nie ma imienia, ponieważ siedemnaście lat wcześniej po prostu znikł… Chłopak doskonalił umiejętność teleportacji i uczył się podróżować w czasie. Po jednej z prób ślad po nim zaginął. Numer Sześć, Ben z drużyną był dłużej, ale zmarł z niejasnych okolicznościach. Zostaje Numer Siedem, Vanya. Urodzona w Rosji dziewczyna nie posiada żadnych mocy przez co została odsunięta przez Hargreevsa, a świat dowiedział się o niej dopiero, gdy napisała książkę.
A tutaj zabawne przedstawienie bohaterów z narracją Piotra Fronczewskiego nawiązujące do Akademii Pana Kleksa :)
Okazuje się, że rodzeństwo (przyszywane, ale jednak) nie utrzymuje ze sobą kontaktu, a jedyne co sprawia, że spotykają się ponownie to… śmierć ich ojca. Reginald Hargreeves zmarł, więc wszyscy zbierają się na pogrzebie. Jakby tego było mało, w rezydencji pojawia się… Numer Pięć. Pięć wygląda jak nastolatek, ale twierdzi, że w rzeczywistości ma ponad sześćdziesiąt lat i przybył z przyszłości, by uratować świat, ponieważ za siedem dni nastąpi Apokalipsa. Czy skłócone, pełne sprzeczności rodzeństwo jest w stanie ze sobą współpracować, by odkryć tajemnice skrywane przez zmarłego sir Reginalda, a także nie dopuścić do nieuniknionego?
Umbrella Academy to serial bardzo spokojny. Przez zdecydowaną większość czasu kompletnie nie czujemy stawki, jaką są losy świata tylko w luźnym tempie poznajemy historie poszczególnych bohaterów. To też sprawia, że w początkowej fazie serial przynudza. Trudno nawet uciec wrażeniu, że scenarzyści zawiązanie akcji zgapili od twórców Nawiedzonego Domu na Wzgórzu. Ktoś umarł, jedna z bohaterek napisała książkę, a jeden z bohaterów jest ćpunem. Na szczęście w dalszej części pierwszego sezonu wszystko nabiera sensu i usprawiedliwia taki początek. Co ciekawe nie mamy tutaj spektakularnej akcji, podczas dziesięciu odcinków większych pojedynków było może z pięć. Góra pięć. A mimo to wydarzenia ogląda się z zaciekawieniem i nie czuć zmarnowanego potencjału. Rodzinka Hargreevsów ze swoimi mocami mogłaby z powodzeniem występować w jakimś wysokobudżetowym akcyjniaku, a okazuje się, że są też inne sposoby na zainteresowanie widzów. Stopniowe odkrywanie tajemnic, badanie tropów i szukanie wyjaśnień na padające zewsząd pytania bawi równie dobrze, co pełna CGI nieprzerwana akcja.
Bohaterowie nie są luzakami, nie rzucają sucharowych one-linerów, a mimo to serial jest miejscami bardzo zabawny. Twórcy pokusili się o kilka przekomicznych scen okraszonych znakomitą muzyką, co rozładowuje napięcie i nadaje kolorów nawet słabszym wątkom pobocznym. Fantastyczny duet tworzy para zawodowych zabójców, których działania są tak nieoczywiste, że nigdy nie wiemy jakie mają zamiary. W serialu pojawiają się też inne miejsca i inni bohaterowie, ale nie chcę spoilować wam kolejności zdarzeń.
Umbrella Academy to świetny serial! Może nie zastąpi Daredevila i Punishera, ale wypada o wiele lepiej niż Titans. Świetnie przedstawiony świat, bardzo ciekawie nakreśleni bohaterowie (no, Vanya jest wkurzająca) i wiele tajemnic do odkrycia. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, bo wiele pytań pozostało bez odpowiedzi.