Na HBO Max oraz w otwartych amerykańskich kinach zadebiutowała nowa wersja ekranizacji legendarnej serii gier. Film szalenie oczekiwany przez graczy i stojący przed potężnym wyzwaniem przebicia pierwszej ekranizacji z 1995 roku. Recenzja filmu Mortal Kombat.
Mortal Kombat okiem dziecka lat 90.
Urodziłem się w 1986 roku, a dorastałem w latach 90. Nic więc dziwnego, że produkcje typu Terminator 2, Bad Boys, Dzień Niepodległości, Matrix czy Mortal Kombat na stałe zapisały się w moim sercu. Ekranizacja MK oglądałem niezliczoną ilość razy, na zdartej kasecie VHS i po dziś dzień pamiętam każdy szczegół. Wiem, że jeśli w dzisiejszych czasach obejrzycie film po raz pierwszy to będzie to bardzo ciężkie dla oczu i umysłu doświadczenie. Nie zmienia to jednak faktu, że tytuł ma dla mnie wartość sentymentalną i nigdy nie powiem o nim złego słowa. Jednocześnie z obawą patrzyłem na zbliżającą się premierę i kierunek w jakim podążą twórcy. Na szczęście wyszło całkiem nieźle.
Flawless victory!
Zacznijmy od oczywistego – nikt nie oczekuje porywającej fabuły od Mortal Kombat. Ma być krwawo i widowiskowo, a fabuła musi dać dobry pretekst do mordobicia ludzi ze stworami. Zaczyna się klasycznie, gdy na początku XVII wieku Bi-Han morduje całą rodzinę Hanzo Hasashiego. Po tym incydencie Bi-Han przyjmuje przydomek Sub-Zero, a Hasashi trafia na kilka stuleci do Piekła. Następnie przenosimy się do czasów współczesnych i dowiadujemy się, że nadciąga 10. turniej Mortal Kombat. Złole z Pozaświata (Outworld) wygrali już dziewięć z nich, a najbliższe zwycięstwo zapewni im władanie nad Wymiarem Ziemskim (Earthrealm). Shang Tsung bojąc się krążącej od wieków przepowiedni postanawia wyprzedzić wydarzenia i zapolować na ziemskich wojowników przed rozpoczęciem turnieju. Tymczasem opiekujący się Wymiarem Ziemskim Lord Raiden na szybko kompletuje wybranych wojowników, by poddać ich błyskawicznemu szkoleniu.
Your soul is mine!
I tutaj mamy pierwszy i tak naprawdę największy zgrzyt. Jest nim Cole Young, zupełnie nowy bohater w świecie Mortal Kombat. Cole, jako jeden z wybrańców ma na ciele znamię w kształcie znajomego smoka i to jedyna ciekawa rzecz jaką możemy o nim powiedzieć. Cole dołącza do Sonyi Blade, Liu Kanga, Kung Lao, Jaxa i… Kano, by przeciwstawić się wojownikom wysłanym przez Shang Tsunga. Niestety postać jest kompletnie nietrafiona. Z jego pochodzeniem wiąże się wielka tajemnica, którą chyba każdy rozszyfruje po kilkunastu minutach filmu. Tym samym Cole jest nudnym zapychaczem, przez którego czas ekranowy tracą inne postaci. Na czołową postać powinien zostać wybrany ktoś z długiej listy bohaterów gier.
Drugim minusem jest fakt, że mamy tutaj do czynienia z pierwszym filmem z serii. Twórcy kontynuacje uzależniają od oglądalności, aktorzy poinformowali o kontraktach na 3-4 filmy. I to niestety odbija się na tej produkcji. Wspomniany na początku wątek Bi-Hana i Hanzo Hasashiego mimo długiego wprowadzenia nie odgrywa praktycznie żadnej roli aż do finału. Prawdopodobnie zostanie to rozwinięte w którejś kontynuacji, co oznacza, że sam zaczątek tego konfliktu też mógł zostać przeniesiony na później. Praktycznie wszystko w tym filmie mówi nam między słowami „w następnej części to się będzie się działo!!!”. Co działa w serialach nie sprawdza się w kinie.
Test your Might!
To co twórcy najnowszej wersji Mortal Kombat zrobili dobrze to na pewno wyjaśnienie, w jaki sposób Raiden wybiera najlepszych wojowników, a także ich specjalne zdolności. W poprzednim filmie, nie licząc finału z udziałem Liu Kanga, ludzie nie posiadali żadnych nadprzyrodzonych zdolności, ale tym razem się to zmieniło. Twórcy postanowili wyjaśnić skąd biorą się fireballe, ognisty smok Kanga, laserowe oko Kano, energetyczne obręcze Sonyi czy metalowe łapska Jaxa. I nie zwracając uwagi na logikę/sens, których od gatunku specjalnie nie wymagamy, jakoś im się to udało.
Fatality!
Tak, nowy Mortal Kombat przeznaczony jest dla widzów dorosłych. Zdecydowano się na kategorię R, aby bardzo obrazowo przedstawić klasyczne Fatality. Każdy pojedynek kończy się spektakularnym, bardzo brutalnym wykończeniem przeciwnika. Rozcinanie na pół, miażdżenie głów, wyrywanie kręgosłupów i tak dalej. Każde fatality zostało przeniesione jeden do jednego z gier, więc fani będą wniebowzięci. Tutaj naprawdę nie ma czego się przyczepić.
Mortal Kombat – podsumowanie
Zachwytów nie ma, ale nie ma też rozczarowania. Nowy Mortal Kombat to film dokładnie taki, jaki zapowiadano. Brutalny, miejscami widowiskowy, pełen bzdurnych dialogów i słabiutkich postaci (no, oprócz Kano, bo on jest świetny!). Czy mógł być lepszy? Pewnie! Natomiast mógł być o wiele gorszy.
-
FABUŁA - /10
0/10
-
RYSUNKI - /10
0/10
-
PRZYSTĘPNOŚĆ - /10
0/10
Warning: Illegal string offset 'Book' in /home/geeklife/domains/geeklife.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-review-pro/includes/functions.php on line 2358